Iran grozi uderzeniami w obiekty naftowe krajów Zatoki Perskiej w przypadku eskalacji
Teheran ostrzegł, że w przypadku wznowienia amerykańskich ataków Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej uderzy w obiekty naftowe wszystkich krajów Zatoki Perskiej, co może doprowadzić do globalnego kryzysu energetycznego. W Bagdadzie odnotowano ataki dronów na 'Zieloną Strefę', gdzie znajduje się ambasada USA.
Iran przechodzi do „wojny naftowej”: zagrożenie dla obiektów energetycznych Zatoki Perskiej i podwójny kryzys
Wprowadzenie
29 kwietnia 2026 roku świat ropy zamarł w oczekiwaniu na nowy cios, który może okazać się gorszy niż zamknięcie Cieśniny Ormuz. Dowódca Sił Powietrzno-Kosmicznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) generał brygady Madżid Musawi wystosował bezpośrednie ostrzeżenie: jeśli USA lub Izrael przeprowadzą nowe ataki na Iran, a kraje Zatoki Perskiej udostępnią w tym celu swoje terytorium lub infrastrukturę, będą musiały „pożegnać się z wydobyciem ropy”.
To nie tylko retoryka. Wcześniej, 6 kwietnia, po amerykańskim ataku na irański terminal naftowy na wyspie Chark, IRGC nazwał to „czerwoną linią”, obiecując zamienić obiekty energetyczne arabskich sąsiadów w „popiół”. Iran konsekwentnie uderza w amerykańskie bazy w regionie i nie zamierza się zatrzymać.
Analitycy The Wall Street Journal już nazwali ataki na aktywa energetyczne krajów Zatoki Perskiej „nową fazą konfliktu”. Jeśli pola naftowe i rafinerie Arabii Saudyjskiej, ZEA, Kuwejtu, Kataru i Bahrajnu zostaną zaatakowane, światowy rynek ropy stanie w obliczu kolapsu, w porównaniu z którym obecna blokada Ormuzu wydaje się tylko rozgrzewką. A dzieje się to w sytuacji, gdy w Bagdadzie odnotowano już ataki dronów na „Zieloną Strefę”, gdzie znajduje się ambasada USA.
Szczegóły wydarzenia i chronologia
22 kwietnia 2026 roku w Islamabadzie miała odbyć się druga runda amerykańsko-irańskich negocjacji przy mediacji Pakistanu. Jednak sytuacja w przededniu była daleka od kompromisu. To właśnie 20-21 kwietnia generał Musawi wygłosił serię ostrzeżeń, biorąc de facto w zakładników gospodarkę całego regionu.
„Nasi południowi sąsiedzi muszą zrozumieć, że jeśli ich położenie geograficzne i infrastruktura zostaną wykorzystane w interesie wrogów do ataku na Iran, będą musieli pożegnać się z wydobyciem ropy” – cytuje słowa Musawiego irańska agencja Mehr. Przy tym sprecyzował, że chodzi o zniszczenie obiektów wykorzystywanych właśnie do wydobycia, a nie tylko o bazy wojskowe.
To oświadczenie stało się kulminacją eskalacji, która trwała od końca lutego. 28 lutego USA i Izrael rozpoczęły uderzenia na cele w Iranie. Już 6 kwietnia amerykańskie lotnictwo zaatakowało strategiczną wyspę Chark, przez którą przechodzi 90% irańskiego eksportu ropy naftowej. Wtedy właśnie w IRGC po raz pierwszy oświadczyli, że odpowiedzą na infrastrukturę energetyczną arabskich sąsiadów współpracujących z USA.
Od tego czasu lista potencjalnych celów została rozszerzona. Znalazły się na niej duże złoża ropy i rafinerie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie, Katarze i Bahrajnie.
Wpływ i znaczenie (dla świata / branży / społeczeństwa)
Groźba Iranu to nie tylko kolejny etap eskalacji, to wyprowadzenie konfliktu na zupełnie nowy poziom.
Katastrofa energetyczna „do kwadratu”. Do tej pory głównym problemem rynku była blokada Cieśniny Ormuz, która uniemożliwiała tankowcom wywóz ropy. Jednak w przypadku groźby uderzeń w same złoża chodzi już o fizyczne zniszczenie źródeł surowca. Jak zauważa WSJ, uczestnicy rynku uwzględniają ryzyko, że czas potrzebny na odbudowę obiektów po uszkodzeniach może przekroczyć czas trwania całej wojny.
Według szacunków JPMorgan, jeśli do istniejącego deficytu dojdą bezpośrednie uderzenia w infrastrukturę sąsiadów, łączne ograniczenie dostaw ropy i produktów naftowych może osiągnąć 12 milionów baryłek dziennie, co przekracza 10% światowego popytu.
Geopolityczny rozłam w świecie arabskim. Kraje Zatoki Perskiej znalazły się w okropnej sytuacji. Z jednej strony są sojusznikami USA i goszczą u siebie amerykańskie bazy wojskowe. Jak zauważył politolog Artur Demczuk, właściwie żaden kraj Zatoki Perskiej nie potępił ataku USA i Izraela na Iran, a dla Teheranu są oni takimi samymi wrogami jak Waszyngton. Z drugiej strony nie chcą być spaleni żywcem w cudzej wojnie. Iran już zażądał od Bahrajnu, Arabii Saudyjskiej, Kataru, ZEA i Jordanii odszkodowań za ich rolę w konflikcie.
Arabia Saudyjska oficjalnie zaprzecza zaangażowaniu w operację przeciw Iranowi. Jednak minister spraw zagranicznych królestwa Fejsal bin Farhan Al Saud już ostrzegł Teheran: „Jeśli Iran liczył na to, że państwa arabskie… nie będą w stanie odpowiedzieć na jego agresję, mylił się. Każda eskalacja spotka się tylko z eskalacją odpowiedzi”.
Reakcja kluczowych graczy
Kraje Zatoki Perskiej. Reakcja sąsiadów Iranu to panika pomieszana z wściekłością. Z jednej strony próbują zdystansować się od amerykańskich uderzeń. Z drugiej – demonstrują gotowość do obrony. Szefowie MSZ 12 krajów arabskich i islamskich na spotkaniu w Rijadzie nazwali już uderzenia Teheranu na kraje arabskie „nieuzasadnionymi”. Konkretne kroki już następują: ZEA zamknęły ambasadę w Iranie i odwołały ambasadora. Arabia Saudyjska grozi odwetowymi uderzeniami wojskowymi.
USA. Biały Dom na razie nie komentuje bezpośrednio gróźb IRGC wobec pól naftowych. Jednak sama logika amerykańskiej strategii – blokada i ekonomiczne duszenie Iranu – zmusza sojuszników w Zatoce do przyjęcia ciosu na siebie. USA najprawdopodobniej będą zmuszone wzmocnić obronę powietrzną w regionie i rozpraszać swoje siły między powstrzymywaniem Iranu a ochroną saudyjskich rafinerii.
Iran. Dla Teheranu ta groźba to narzędzie odstraszania. Iran daje do zrozumienia: jeśli bombardujecie nasz terminal eksportowy na Charku, pozbawimy was możliwości wydobycia ropy w ogóle. Jak pisze WSJ, Iran został zmuszony do tego kroku z powodu zagrożeń własnego bezpieczeństwa.
Prognoza i wnioski
Świat stoi u progu tego, co można nazwać „apokalipsą energetyczną”.
Najbliższe godziny. Rynki będą gorączkowo reagować na te groźby. Nawet jeśli fizyczne uderzenia na razie nie są przeprowadzane, strach przed nimi jest już wliczony w cenę ropy, która oscyluje powyżej 110 dolarów.
Los drugiej rundy negocjacji w Islamabadzie, zaplanowanej na 22 kwietnia, stoi pod dużym znakiem zapytania. Iran już oświadczył, że może zrezygnować z udziału z powodu „nadmiernych żądań” USA i blokady cieśniny. Jeśli negocjacje się załamią, eskalacja militarna będzie kontynuowana.
Rozwój konfliktu. Eksperci The Wall Street Journal ostrzegają: ataki na aktywa energetyczne krajów Zatoki Perskiej to nowa faza wojny. Oznacza to, że odtąd gospodarka wszystkich krajów regionu staje się legalnym celem wojskowym.
Ryzyko globalnej recesji. W krótkoterminowej perspektywie sytuacja wygląda beznadziejnie. Iran nie może pozwolić, aby Arabowie pozostawali bezpieczni, podczas gdy jego infrastruktura naftowa płonie. Arabowie nie mogą pozwolić Iranowi na bezkarne niszczenie ich źródeł dochodu. W rezultacie Zachód może stracić dostęp nie tylko do irańskiej ropy, ale także do ropy Arabii Saudyjskiej i ZEA.
Wniosek. Świat już przyzwyczaił się do wysokich cen ropy z powodu wojny. Ale jeśli Iran zrealizuje groźbę, trzeba będzie przyzwyczaić się do ich braku – do totalnego deficytu. Uderzenia w rafinerie w Arabii Saudyjskiej lub magazyny w ZEA wyrządzą taką szkodę infrastrukturze, że jej odbudowa będzie wymagać miesięcy, jeśli nie lat. W tym momencie globalna recesja przestanie być prognozą i stanie się rzeczywistością dla każdego człowieka na planecie, niezależnie od tego, czy znajduje się w strefie działań wojennych.
— Editorial Team