Dane Reuters: Arabia Saudyjska potajemnie przeprowadzała naloty na proirańskie szyickie bojówki w Iraku
Okazało się, że podczas konfliktu z Iranem saudyjskie myśliwce przeprowadzały ukryte ataki na obiekty wspieranych przez Teheran bojówek w Iraku, wykorzystywane do wystrzeliwania dronów i rakiet na kraje Zatoki Perskiej.
To, co Reuters odkopał na temat tajnych uderzeń saudyjskich sił powietrznych na terytorium Iraku, to nie jest kolejny raport z frontu. To spojrzenie pod maskę najniebezpieczniejszej fazy tego konfliktu, którą dyplomaci i urzędnicy wszystkich stron próbowali ukryć. Irak stał się cienistym frontem, gdzie Arabia Saudyjska i Kuwejt, zmęczeni biernością Bagdadu i atakami zza granicy, zaczęli działać bez oglądania się na suwerenność sąsiada.
Sedno: co naprawdę się dzieje
Nie chodzi o pojedyncze incydenty, ale o systematyczną, ukrywaną kampanię. Saudyjskie myśliwce przeprowadzały ataki na obiekty proirańskich szyickich bojówek w Iraku, które były używane do wystrzeliwania dronów i rakiet na cele w Arabii Saudyjskiej i Kuwejcie. Co szczególnie ważne, niektóre z tych uderzeń miały miejsce około 7 kwietnia – czyli w momencie, gdy USA i Iran próbowały negocjować zawieszenie broni. To sugeruje, że Rijad działał według własnego planu, nie czekając na sygnał z Waszyngtonu i nie wierząc w ścieżkę dyplomatyczną.
Równolegle z terytorium Kuwejtu przeprowadzano ataki rakietowe na irackie cele, w wyniku których zniszczono obiekty łączności i dowodzenia dronami grupy Kata'ib Hezbollah. Charakterystyczne, że do dziś nie wiadomo, kto dokładnie nacisnął spust – kuwejccy żołnierze czy stacjonujący tam kontyngent amerykański. Ta celowa niepewność tworzy wygodną szarą strefę, pozwalając wszystkim uczestnikom zachować twarz.
Chronologia i kontekst
Korzenie tej eskalacji sięgają pierwszych dni konfliktu. Zaraz po uderzeniach USA i Izraela na Iran 28 lutego proirańskie siły w Iraku otworzyły „drugi front”. Według The Wall Street Journal, w ciągu pięciu tygodni walk wystrzeliły prawie tysiąc dronów, przy czym aż połowa wszystkich ataków na Arabię Saudyjską pochodziła właśnie z terytorium Iraku. Pod ostrzałem znalazły się pola naftowe w Prowincji Wschodniej królestwa, rafineria w Yanbu nad Morzem Czerwonym, jedyne cywilne lotnisko w Kuwejcie, a nawet Bahrajn.
Próby rozwiązania problemu dyplomacją nie powiodły się. W marcu Arabia Saudyjska i Kuwejt kanałami dyplomatycznymi ostrzegły Bagdad o konieczności powstrzymania bojówek. Kuwejt trzykrotnie wzywał przedstawiciela Iraku w celu wyjaśnień, Rijad zaprosił irackiego ambasadora 12 kwietnia. Równolegle irackie siły bezpieczeństwa próbowały przechwytywać wyrzutnie – na zachód od Basry przechwycono wyrzutnię wycelowaną w saudyjskie obiekty energetyczne. Ale wszystko to nie zatrzymało fali ataków.
Do połowy maja stało się jasne: oficjalny Bagdad albo nie chce, albo nie może kontrolować szyickich milicji, które liczą do 250 tysięcy bojowników i dysponują budżetami w miliardach dolarów. I wtedy Rijad przeszedł od ostrzeżeń do działań.
Kto wygrywa, a kto przegrywa
Na pierwszy rzut oka Arabia Saudyjska odniosła taktyczny sukces – zniszczyła część infrastruktury, z której prowadzono ataki, i wysłała sygnał Teheranowi, że jest gotowa bronić się bez oglądania się na sojuszników. Ale strategicznie Rijad znajduje się w trudnej sytuacji. Dane OPEC pokazują, że saudyjskie wydobycie ropy w kwietniu spadło do 6,316 mln baryłek dziennie – to najniższy poziom od 1990 roku, spadek o 42% w porównaniu z lutym. Ataki na Irak nie rozwiązują głównego problemu – zablokowanej Cieśniny Ormuz, która dusi saudyjski eksport.
Irak jest głównym przegranym, i to z katastrofalnymi skutkami dla swojej suwerenności. Kraj, którego wydobycie spadło już o 70% w stosunku do poziomów przedwojennych, faktycznie stał się polem do rozgrywek między Iranem a arabskimi monarchiami. Rząd w Bagdadzie wygląda na niezdolny do działania, a kraj ryzykuje powrót do najgorszych dni walk międzywyznaniowych.
Iran, paradoksalnie, pozostaje w strategicznej przewadze. Teheran stworzył klasyczną sytuację „pułapki proxy”: Saudyjczycy marnują zasoby na walkę z tanimi dronami i mobilnymi grupami w Iraku, podczas gdy główna irańska infrastruktura pozostaje nietknięta. Obecnie drony rozpoznawcze bojówek ponownie patrolują granice z Kuwejtem i Arabią Saudyjską, zbierając informacje o uszkodzonych obiektach i przygotowując się do nowych ataków.
Czego media nie mówią
Pierwszy i najbardziej wybuchowy insight dotyczy roli Kuwejtu. Reuters nie był w stanie ustalić, kto dokładnie wystrzeliwał rakiety z terytorium Kuwejtu – lokalne wojsko czy Amerykanie. Ale jeśli to były USA działające pod kuwejcką „flagą”, oznacza to, że administracja Trumpa prowadzi tajną wojnę przeciwko proirańskim siłom w Iraku, nie informując Kongresu. To wprost zaprzecza publicznej narracji o dążeniu do deeskalacji i zawieszenia broni.
Drugi punkt – mało prawdopodobny zbieg okoliczności, że uderzenia Rijadu i tajne operacje z Kuwejtu miały miejsce w trakcie amerykańsko-irańskiego dialogu o zawieszeniu broni. Wygląda na to, że część arabskich sojuszników USA celowo próbowała sabotować rozejm, obawiając się, że pozostawi ich bezbronnymi wobec irańskich proxy i zamrozi konflikt w niekorzystnej dla nich konfiguracji.
Trzeci aspekt – wywiadowczy. Źródła Reutersa twierdzą, że irańscy proxy kontynuują mapowanie celów, przygotowując „następne uderzenie”. Oznacza to, że pauza w atakach nie była zawieszeniem broni, ale operacyjną przerwą na przegrupowanie. Wojna się nie skończyła, po prostu przeszła w inną, jeszcze brudniejszą i bardziej nieprzejrzystą fazę.
Wreszcie, fundamentalny punkt pomijany w wiadomościach: ZEA w tym chaosie ogłosiły wyjście z OPEC. Dekady zbudowanej równowagi kartelowej rozpadają się właśnie teraz, a to będzie miało bardziej długoterminowe konsekwencje dla rynku ropy niż sam konflikt z Iranem.
Prognoza: następne 30 i 90 dni
Najbliższe 30 dni (do 16 czerwca). Spodziewam się nowej fali ataków dronów na saudyjskie i kuwejckie obiekty. Proirańskie ugrupowania w Iraku już przeprowadziły rozpoznanie celów i czekają na sygnał z Teheranu. Arabia Saudyjska i Kuwejt będą kontynuować precyzyjne uderzenia na wyrzutnie, ale bez operacji lądowej nie będą w stanie całkowicie wyeliminować zagrożenia. To klasyczny pat: żadna strona nie może wygrać, ale też nie może wyjść z konfliktu bez utraty twarzy.
Prognoza na 90 dni (do połowy sierpnia). Jeśli ścieżka dyplomatyczna z Chinami w roli mediatora pozostanie w impasie, Irak ryzykuje ześlizgnięcie się w pełnowymiarową wojnę domową między sunnickimi plemionami wspieranymi przez Rijad a szyickimi milicjami lojalnymi wobec Teheranu. W tym scenariuszu saudyjskie siły lądowe mogą wkroczyć do irackiej prowincji Anbar pod pretekstem walki z bojówkami – ten „koszmarny scenariusz” jest dyskutowany w Rijadzie nieoficjalnie, ale jest dyskutowany. Dla rynku ropy oznacza to utrzymanie premii za ryzyko w przedziale 20-25 dolarów za baryłkę co najmniej do końca roku. Era taniej ropy odchodzi w przeszłość.
— Editorial Team