USA próbują wciągnąć ZEA do wojny, żądając zajęcia irańskiej wyspy Lavān
Waszyngton naciska na Emiraty, aby stały się siłą proxy i zajęły irańską wyspę naftową, co grozi wciągnięciem całego świata arabskiego w konflikt. Eksperci mają nadzieję, że kierownictwo ZEA nie da się nabrać na tę prowokację, rozumiejąc ryzyko bezpośredniego starcia z Teheranem.
„Go take ’em!” – „Naprzód, zabierajcie!”. Dokładnie tak, w stylu ulicznej bijatyki, były wysoki urzędnik administracji Trumpa sformułował nową amerykańską strategię w Zatoce Perskiej. The Telegraph odkryła sensacyjny szczegół: Waszyngton prywatnie naciska na Zjednoczone Emiraty Arabskie, aby zajęły irańską wyspę Lavān – strategiczne centrum naftowe Teheranu. Pomysł jest prosty do granic cynizmu: niech arabskie buty depczą irańską ziemię zamiast amerykańskich.
To nie jest kolejna geopolityczna intryga. To próba USA, aby przerzucić najbrudniejszą robotę na siłę proxy – i jednocześnie wciągnąć cały świat arabski w bezpośrednie starcie z Iranem.
Wyspa, która trzyma irańską ropę za gardło
Lavān to nie kurortowy atol. To przemysłowa twierdza na północny zachód od Cieśniny Ormuz, jeden z czterech głównych terminali Iranu do eksportu ropy naftowej. Zakład na wyspie przerabia do 60 000 baryłek dziennie. Podwodnymi rurociągami spływa tam ropa z czterech dużych złóż szelfowych.
Kto kontroluje Lavān – ten odcina dopływ tlenu irańskiemu eksportowi ropy. Dlatego właśnie ludzie z otoczenia Trumpa zaproponowali Emiratom „zabranie go”. Sformułowanie byłego urzędnika ds. bezpieczeństwa, cytowanego przez The Telegraph, nie pozostawia miejsca na dyplomatyczne wykręty: „Niech to będą siły lądowe ZEA, a nie USA”.
Administracja Trumpa widzi w tym podwójną korzyść. Po pierwsze, amerykańscy żołnierze nie giną na irańskiej ziemi. Po drugie, uderzenie na Lavān ściska przestrzeń dla irańskiego szantażu – Teheran traci dźwignię w postaci groźby zablokowania Cieśniny Ormuz, ponieważ sam traci kluczowy węzeł eksportowy.
Abu Zabi już się sparzyło – i nadal lezie w ogień
Emiraty to najbardziej ostrzeliwany kraj Zatoki od początku konfliktu. Według The Telegraph, od końca lutego, kiedy USA i Izrael zaczęły bombardować Iran, ZEA przyjęły na siebie ponad 2 800 rakiet i dronów. To był punkt zwrotny dla Abu Zabi – kraj rewiduje strategię obronną, sojusze i rolę regionalną.
Prezydent ZEA Muhammad bin Zajid al-Nahajan od samego początku zajął jastrzębią pozycję. Gdy tylko USA i Izrael przeprowadzili pierwsze uderzenia 28 lutego, odbył serię rozmów z przywódcami Zatoki, w tym z następcą tronu Arabii Saudyjskiej Muhammadem bin Salmanem, i wyraził gotowość współpracy z Waszyngtonem i Jerozolimą.
Ale sąsiedzi nie poparli. Arabia Saudyjska i Katar odrzuciły propozycję ZEA dotyczącą skoordynowanej akcji wojskowej przeciw Iranowi. Rijad oświadczył: „To nie nasza wojna”. Rezultat – pogorszenie i tak napiętych relacji między ZEA a Arabią Saudyjską.
ZEA się nie zatrzymały. Według The Wall Street Journal z 11 maja, siły emirackie potajemnie uderzyły w rafinerię na wyspie Lavān już 8 kwietnia – operacja była koordynowana z Izraelem i wywołała duży pożar, który, jak oczekiwano, wyłączył zakład z pracy na miesiące. Abu Zabi publicznie nie potwierdziło swojej roli. Ale też nie zaprzeczyło.
Czynnik izraelski: Abu Zabi i Jerozolima zbliżają się na oczach
Wojna przyspieszyła sojusz wojskowy ZEA i Izraela do bezprecedensowego poziomu. Ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee 12 maja potwierdził na konferencji na Uniwersytecie Telawiwskim: Izrael wysłał do ZEA baterie Iron Dome i personel do ochrony przed irańskimi atakami. To pierwsze publiczne przyznanie przez stronę izraelską rozmieszczenia wojskowego na terytorium Emiratów.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył, że w marcu odbył tajną wizytę w ZEA, która doprowadziła do „znaczącego przełomu”. Abu Zabi zaprzecza samemu faktowi wizyty. Ale dane wywiadowcze, koordynacja celów na terytorium Iranu i wspólne wysiłki obronne mówią głośniej niż jakiekolwiek zaprzeczenia.
Iran jest oczywiście wściekły. Minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi 14 maja na spotkaniu BRICS w Nowym Delhi oświadczył: „ZEA bezpośrednio uczestniczyły w agresywnych działaniach przeciwko mojemu krajowi. Kiedy ta agresja się rozpoczęła, nawet odmówili jej potępienia”. Teheran żąda odszkodowań od Bahrajnu, Arabii Saudyjskiej, Kataru, ZEA i Jordanii za udział w wojnie po stronie USA i Izraela.
Świat arabski podzielony – i to jest główny problem
Próba USA wciągnięcia ZEA w zajęcie Lavān obnaża najgłębszy podział w Radzie Współpracy Państw Arabskich Zatoki Perskiej. Szejk Muhammad bin Zajid przypomniał sąsiadom, że organizacja została utworzona w 1981 roku właśnie z powodu zagrożenia ze strony Iranu po rewolucji islamskiej w 1979 roku. Ale pamięć historyczna nie zadziałała.
Arabia Saudyjska wolała się zdystansować. Rijad zwrócił się do Pakistanu jako pośrednika w dialogu USA i Iranu. Katar, który ucierpiał w wyniku ataku na strefę przemysłową Ras Laffan w połowie marca, również wybrał deeskalację. Bahrajn i Kuwejt działają razem z Saudyjczykami. Oman tradycyjnie trzyma się z dala od akcji siłowych.
Abu Zabi pozostaje samotne – a właściwie w towarzystwie Waszyngtonu i Jerozolimy. To toksyczna kombinacja dla arabskiej ulicy. Burcu Özçelik z Królewskiego Instytutu Studiów Obronnych (RUSI) ostrzega: pogłębienie współpracy wojskowej z Izraelem może doprowadzić do tego, że inne państwa arabskie zaczną uważać ZEA za współwinne izraelskiej kampanii w Gazie.
Kto wygrywa, kto przegrywa
Wygrywa Izrael. Sojusz wojskowy z ZEA daje mu głębię operacyjną w Zatoce Perskiej, o której izraelscy stratedzy nie mogli marzyć dziesięć lat temu. Baterie Iron Dome na terytorium Emiratów, wspólny wywiad, koordynacja uderzeń – wszystko to zmienia równowagę sił w regionie.
Wygrywają amerykańscy jastrzębie. Administracja Trumpa osiąga swoje cele cudzymi rękami: presja na Iran wzrasta, obecność wojsk amerykańskich pod ostrzałem jest minimalizowana. Ryzyko polityczne dla Białego Domu maleje – wyborca w Ohio nie widzi trumien z amerykańskimi flagami.
Przegrywają Emiraty. Stają się zakładnikami eskalacji, której nie mogą kontrolować. Już teraz Abu Zabi jest głównym celem irańskich uderzeń odwetowych. Jeśli siły emirackie wylądują na Lavān, Teheran uzna to za akt wojny i odpowie z całą mocą swojego arsenału rakietowego. Iran, według The Independent powołującego się na amerykański wywiad, zachował co najmniej 60% potencjału rakietowego, a 90% wyrzutni jest częściowo lub w pełni sprawnych.
Przegrywa jedność świata arabskiego. Podział między ZEA a Arabią Saudyjską pogłębia się. Katar, Kuwejt, Bahrajn i Oman dystansują się. Rada Współpracy Państw Zatoki trzeszczy w szwach.
Co dalej: inwazja czy odwrót
Decyzja jeszcze nie zapadła. Emiraty balansują między presją Waszyngtonu a instynktem samozachowawczym. Ryzyko bezpośredniego starcia z Teheranem jest oczywiste. Utrata Lavān będzie dla Iranu egzystencjalnym zagrożeniem – a odpowiedź nie każe na siebie czekać.
Najprawdopodobniej Abu Zabi będzie kontynuować tajne uderzenia bez publicznego przyznawania się. Pełnoskalowy desant na wyspę to scenariusz, którego emirackie kierownictwo prawdopodobnie będzie starać się uniknąć. Zbyt wysoka cena. Zbyt nieprzewidywalne konsekwencje.
Ale presja Trumpa nie osłabnie. „Czas ucieka” – powtarza prezydent USA na swoim Truth Social. A jeśli ZEA nie zrobią kroku naprzód, Waszyngton znajdzie inny sposób, aby nacisnąć na Teheran. Kryzys w Cieśninie Ormuz wchodzi w nową fazę – gdzie cudze ręce zastępują własne, a ryzyko wojny regionalnej rośnie z każdym dniem.
— Editorial Team