Nastroje konsumenckie w USA spadły do historycznego minimum
Wstępny indeks nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan w maju runął do rekordowo niskiego poziomu 48,2 pkt wobec 49,8 w kwietniu. W raporcie odnotowano, że gospodarstwa domowe skarżą się na gwałtowny wzrost cen paliw z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie, a oczekiwania inflacyjne na rok naprzód nieznacznie spadły do 4,5%.
Notatka analityczna
10 maja 2026 roku
Poufne
Sedno: co naprawdę się dzieje
Spadek indeksu nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan do 48,2 pkt to nie tylko reakcja na drogie paliwo. To kulminacja procesu, w którym rzeczywistość gospodarcza i tożsamość polityczna ostatecznie się splotły, czyniąc sam indeks ledwie przydatnym do oceny rzeczywistego stanu gospodarki.
Formalnie mamy rekordowo niski wskaźnik w całej 74-letniej historii obserwacji – gorszy niż w szczytowym momencie kryzysu finansowego 2008 roku, gorszy niż w covidowym 2020, gorszy niż przy szczycie inflacji w czerwcu 2022. Tymczasem bezrobocie wynosi 4,3%, inflacja roczna utrzymuje się na poziomie 3,3%, a realne płace rosną. Trzy z czterech najniższych wartości indeksu w historii przypadły na ostatnie dziewięć miesięcy. Jedno z drugim kategorycznie nie współgra.
Rozwiązanie tkwi w polaryzacji partyjnej odpowiedzi. Dane kwietniowe wykazały różnicę między demokratami a republikanami wynoszącą 55 pkt: demokraci oceniają sytuację na 31,8, republikanie – na 87,1. Dla porównania: w szczycie rzeczywistego kryzysu finansowego 2009 roku za Obamy różnica partyjna wynosiła zaledwie 4 pkt. Dzisiejszy indeks mierzy nie sytuację ekonomiczną gospodarstw domowych, ale ich partyjną autoidentyfikację. Gdy zmienia się administracja, przynależność partyjna optymistów i pesymistów natychmiast się odwraca – fundamentalne wskaźniki gospodarcze nie mają tu nic do rzeczy.
Równocześnie Conference Board publikuje własny indeks ufności konsumenckiej, który w marcu wzrósł do 92,8 – trzeci miesięczny wzrost z rzędu. Dwa badania, ta sama populacja, ten sam miesiąc, przeciwne sygnały. Mierzą one zasadniczo różne rzeczy: Board koncentruje się na rynku pracy i bieżących okolicznościach, Michigan – na cenach i finansach osobistych, co czyni go znacznie bardziej wrażliwym na narrację medialną.
Chronologia i kontekst
Załamanie nastrojów konsumenckich ma wyraźne powiązanie chronologiczne z konfliktem bliskowschodnim. Przed jego rozpoczęciem, w lutym 2026 roku, roczne oczekiwania inflacyjne wynosiły 3,4%. Majowa liczba 4,5% to efekt trzech miesięcy eskalacji w Zatoce Perskiej. Kierująca badaniem Joanne Hsu formułuje to bez ogródek: „Wydarzenia na Bliskim Wschodzie raczej nie poprawią znacząco nastrojów, dopóki zakłócenia w dostawach nie zostaną w pełni uregulowane, a ceny energii nie spadną”.
Ceny paliw – główny motor niepokoju konsumentów. Według AAA od początku wojny z Iranem średnia cena galona wzrosła o ponad 1,50 USD i zbliża się do 5,00 USD w skali kraju. W Kalifornii średnie ceny przekroczyły już 6,00 USD za galon. Wzrost w stosunku do poziomu przedwojennego wynosi ponad 50%. Około jedna trzecia respondentów spontanicznie wymienia ceny paliw w swoich odpowiedziach, kolejne około 30% – cła.
Wskaźnik bieżących warunków runął do 47,8 – absolutne minimum historyczne. Ocena finansów osobistych spadła do najniższego poziomu od 2009 roku, a warunki do dużych zakupów – do pięciomiesięcznego minimum. Tymczasem indeks oczekiwań nieznacznie wzrósł do 48,5 – sygnał, że konsumenci widzą światło w tunelu, ale nie wierzą, że jest blisko.
Ważny kontekst: realne wydatki konsumenckie, oczyszczone z inflacji, spadają przez całą drugą kadencję Trumpa. Starszy ekonomista Pantheon Macroeconomics Oliver Allen zauważa, że niedawna odporność konsumpcji opierała się na czynniku tymczasowym – silnych zwrotach podatkowych – który maskował cios w realne dochody spowodowany wysokimi cenami paliw. Oczekuje on znaczącego spadku wydatków w maju-czerwcu.
Kto zyskuje, a kto traci
Tracą przede wszystkim:
- Gospodarstwa domowe o niskich i średnich dochodach, żyjące od wypłaty do wypłaty. Dla nich wzrost cen paliw o 1,50 USD za galon oznacza dodatkowe 120–180 USD wydatków miesięcznie – pieniądze wycofane z budżetu na dobra trwałego użytku, rozrywkę i oszczędności. Rozbieżność między dużymi posiadaczami akcji a gospodarstwami domowymi bez oszczędności osiągnęła ekstremalne wartości.
- Administracja Trumpa. Nastroje konsumenckie na historycznym minimum na pół roku przed wyborami śródokresowymi to polityczna trucizna. Główny ekonomista Moody's Analytics Mark Zandi wprost wiąże rekordowo niskie nastroje z listopadowymi wyborami: „Ludzie czują się bardzo niekomfortowo, a to wpływa na zbiorową psychikę” przeciętnych Amerykanów.
- Sprzedawcy detaliczni dóbr nieobowiązkowych. Morgan Stanley odnotowuje wyraźny podział: konsumenci planują zwiększać wydatki na żywność, paliwa i artykuły gospodarstwa domowego, ale ograniczać na elektronikę, komputery i alkohol. Analitycy obniżają prognozy dla Home Depot i Best Buy – akcje spółek z sektora dóbr konsumenckich uznaniowych już odstają od S&P 500.
Paradoksalnie zyskują:
- Rynek akcji. Podczas gdy nastroje konsumenckie biły antyrekordy, traderzy z Wall Street otwierali szampana – indeksy S&P 500 i Nasdaq osiągnęły nowe szczyty przy silnych zyskach korporacyjnych i inwestycjach w AI. Tworzy to bezprecedensową rozbieżność między rynkami finansowymi a realną gospodarką, która nie może utrzymywać się w nieskończoność.
- Inwestorzy w dobra konsumenckie pierwszej potrzeby. Podczas gdy sektor uznaniowy cierpi, sektor podstawowych dóbr zyskuje na wymuszonym przez konsumentów przejściu na obowiązkowe kategorie wydatków.
Czego media nie mówią
Pierwszy nieoczywisty wgląd dotyczy jakości samego indeksu jako narzędzia polityki pieniężnej. Fed oficjalnie uwzględnia oczekiwania inflacyjne na podstawie badania Michigan przy podejmowaniu decyzji o stopach. Na kwietniowym posiedzeniu FOMC pięcioletnie oczekiwania na poziomie 3,9% były wprost cytowane jako powód utrzymania stopy na poziomie 3,5–3,75%.
Problem polega na tym, że Fed podejmuje decyzje o stopach na podstawie danych zanieczyszczonych sygnałem partyjnym. Jeśli 4,7% rocznych oczekiwań składa się z 7% u demokratów i 2,5% u republikanów – to nie prognoza, a polityczna flaga z liczbą. Badanie Brookings Institution już w 2023 roku wykazało: w latach 2021–2022 rozkład oczekiwań inflacyjnych demokratów praktycznie się nie zmienił przy wzroście rzeczywistej inflacji, podczas gdy oczekiwania republikanów gwałtownie poszły w górę. Teraz sytuacja jest lustrzana: demokraci systematycznie zawyżają prognozy, republikanie zaniżają, a amplituda stała się większa.
Tymczasem noblista Paul Krugman już w listopadzie 2025 roku zdiagnozował fenomen „recesji wibracyjnej” – sytuacji, w której konsumenci są przekonani, że gospodarka jest w kryzysie, mimo że makrowskaźniki tego nie potwierdzają. Maj 2026 roku można nazwać „recesją wibracyjną na sterydach”.
Drugi punkt, praktycznie nieomawiany: Fed ma alternatywę dla badania Michigan i dosłownie leży ona na stole. Własne badanie Fed opublikowane w tym roku wykazało, że rynki predykcyjne, takie jak Kalshi, nie ustępują dokładnością Survey of Market Expectations Fedu Nowego Jorku i przewyższają konsensus prognoz Bloomberga dla rocznej inflacji CPI. Mechanizm jest zasadniczo inny: na rynku predykcyjnym gracze partyjni spotykają się z arbitrażystami, dla których ważny jest zysk, a nie tożsamość polityczna. Jeśli cena kontraktu odbiega od rzeczywistego prawdopodobieństwa, profesjonalni traderzy kupują i sprzedają, aż rozkład zbliży się do prawdy. W badaniu nie ma żadnego mechanizmu korekty: respondent, który zgłosił 8% oczekiwań inflacyjnych, nie ponosi żadnych kosztów, gdy rzeczywista inflacja okazuje się na poziomie 3%.
Po trzecie: Morgan Stanley odnotowuje, że 57% Amerykanów wymienia inflację jako główny problem, ale ich rzeczywiste zachowania konsumenckie zaprzeczają deklarowanemu niepokojowi. Rzeczywiste wydatki na dobra pierwszej potrzeby rosną, podczas gdy właśnie kategorie uznaniowe powinny się kurczyć przy oczekiwaniach inflacyjnych na poziomie 4,5%. To dowód na to, że badania rejestrują nie intencje, ale nastroje – dwa zupełnie różne zjawiska ekonomiczne.
Szef Yardeni Research Ed Yardeni formułuje główne ryzyko: jeśli Brent utrwali się powyżej 100 USD za baryłkę na dłuższy czas, wzrost realnych dochodów zostanie tak ściśnięty, że zagregowany popyt zacznie hamować, a wtedy „recesja wibracyjna” ryzykuje zmaterializowaniem się w rzeczywistą.
Prognoza: następne 30 dni i 90 dni
Następne 30 dni (do 10 czerwca):
- Indeks nastrojów konsumenckich pozostanie w przedziale 47–50 pkt. Nawet przy zawarciu amerykańsko-irańskiego rozejmu ceny paliw nie spadną natychmiast – opóźnienie między odprężeniem geopolitycznym a cenami detalicznymi na stacjach benzynowych wynosi 2–4 tygodnie. Konsument zdąży zapłacić rachunki za maj i czerwiec, zanim zobaczy ulgę.
- Wydatki konsumenckie zaczną spadać. Czynnik zwrotów podatkowych, który maskował cios w realne dochody, wyczerpał się. Majowe dane o sprzedaży detalicznej pokażą spadek w kategoriach uznaniowych o 1,5–2,5% miesiąc do miesiąca.
- Fed na czerwcowym posiedzeniu znajdzie się w pułapce: oczekiwania inflacyjne Michigan są wysokie i wymagają utrzymania jastrzębiego stanowiska, ale realna gospodarka zaczyna hamować. Oczekuję utrzymania stopy bez zmian, ale z łagodniejszą retoryką Powella – już sugerował, że „politycy nie widzą potwierdzenia liczb Michigan w innych badaniach ani na rynkach obligacji”.
- S&P 500 i Nasdaq będą kontynuować oderwanie od gospodarki konsumenckiej. Zyski korporacyjne za drugi kwartał będą wystarczająco silne, aby podtrzymać optymizm na trading desk, nawet gdy na Main Street narasta pesymizm.
Następne 90 dni (do 10 sierpnia):
- Los nastrojów konsumenckich zależy całkowicie od Cieśniny Ormuz i ceny Brent. Scenariusz A (prawdopodobieństwo 55%): amerykańsko-irański ramowy rozejm zawarty do połowy lipca. Brent cofa się do 78–82 USD. Benzyna na amerykańskich stacjach do sierpnia spada do 3,80–4,10 USD za galon. Indeks nastrojów konsumenckich odbija do 55–58 pkt. Administracja Trumpa zyskuje okno możliwości wyborczych przed listopadem.
- Scenariusz B (prawdopodobieństwo 30%): brak rozejmu, Brent utrwala się powyżej 100 USD na tygodnie. Nastroje konsumenckie spadają do 44–46 pkt – terytorium, z którego nie wygrywa się wyborów. Realne wydatki konsumenckie kurczą się o 0,5–0,8% w ujęciu kwartalnym. „Recesja wibracyjna” zaczyna przekształcać się w rzeczywistą recesję.
- Scenariusz C (prawdopodobieństwo 15%): rozejm jest, ale ceny paliw nie spadają z powodu utrzymania irańskiej „Administracji Cieśniny Ormuz” i niepewności co do ubezpieczeń tankowców. Nastroje konsumenckie utkną na poziomie 50–53 pkt – za mało na katastrofę polityczną, ale też za mało na boom konsumencki.
- Kluczowy wskaźnik do śledzenia – nie sam indeks Michigan, ale różnica między nim a Conference Board. Jeśli Board również zacznie spadać przy utrzymaniu niskich poziomów Michigan, będzie to oznaczać, że pesymizm przeszedł z poziomu polityczno-medialnego na fundamentalny rynek pracy. Właśnie ten moment stanie się sygnałem do rzeczywistej recesji. Dopóki Board utrzymuje się powyżej 90 – gospodarka jest w porządku, nawet jeśli konsumenci mówią co innego.
- Dla Fed nadchodzi moment prawdy. Jeśli do sierpniowego posiedzenia FOMC nie będzie postępu w uregulowaniu konfliktu bliskowschodniego, a oczekiwania inflacyjne pozostaną na poziomie 4,5%, Komitet stanie przed wyborem: nadal opierać się na zanieczyszczonym partyjnością indeksie Michigan, czy uznać, że kluczowe narzędzie polityki nie działa już tak, jak powinno. Rynki predykcyjne, spready TIPS i Survey of Consumer Expectations Fedu Nowego Jorku powinny otrzymać formalnie większą wagę w procesie decyzyjnym – i im wcześniej stanie się to publicznie, tym mniejsze będą szkody dla zaufania do Fed.
— Editorial Team