Ropa Brent skoczyła powyżej 109 dolarów w obliczu wątpliwości co do szybkiego rozwiązania konfliktu między USA a Iranem
Ceny ropy Brent wzrosły o 3,35% do 109,26 USD za baryłkę po wypowiedziach Donalda Trumpa, że jego cierpliwość wobec Iranu się kończy, oraz żądaniach USA i Chin, aby nie dopuścić do uzyskania przez Iran broni jądrowej i otworzyć Cieśninę Ormuz.
Piszę tę analizę w momencie, gdy Brent już oscyluje wokół 109 dolarów, ale rynek wciąż nie do końca zdaje sobie sprawę, że obserwujemy nie kolejny „skok na geopolityce”, lecz tektoniczne przesunięcie w architekturze globalnego handlu surowcami energetycznymi. To nie tymczasowe zakłócenie, to trwały reset.
Istota: co naprawdę się dzieje
Formalnie wzrost o 3,35% do 109,26 USD za baryłkę to reakcja na jastrzębią retorykę Trumpa i odpowiedź szefa MSZ Iranu Araghchiego o braku zaufania do Waszyngtonu. Ale prawdziwy powód jest głębszy: rynek zaczął wliczać w cenę nie tylko przedłużanie konfliktu, ale fundamentalną przebudowę systemu ubezpieczeń transportu morskiego i frachtu w Zatoce Perskiej. Syndykaty ubezpieczeniowe Lloyd's of London już 12 maja podniosły stawki ryzyka wojennego dla statków płynących przez Ormuz do 8% wartości ładunku – to około 9-10 mln dolarów za tankowiec klasy VLCC. Przy takiej matematyce nawet częściowy tranzyt staje się ekonomicznie nieopłacalny dla większości operatorów i właśnie to, a nie tylko słowa polityków, pcha notowania w górę.
Morgan Stanley nazywa to „wyścigiem z czasem”. Saudi Aramco w osobie Amina Nassera ostrzegł, że stabilność na rynku ropy może nie powrócić przed 2027 rokiem. A gdy CEO największej firmy naftowej świata mówi to głośno – to nie spekulacja, to sygnał.
Chronologia i kontekst
28 lutego USA i Izrael przeprowadziły ataki na cele w Iranie. Cieśnina Ormuz została faktycznie zablokowana na kilka dni. 11 maja Trump publicznie odrzucił irańską propozycję pokojową, pisząc na Truth Social „TOTALLY UNACCEPTABLE”. Brent zareagował natychmiast – plus 2,71 USD za sesję i od tego czasu notowania tylko rosły.
Do 13-14 maja pojawiły się iskierki nadziei: irańskie media państwowe poinformowały o przepłynięciu około 30 statków, w tym chińskiego supertankowca z 2 milionami baryłek irackiej ropy i panamskiego tankowca zarządzanego przez japońską Eneos. Rynek na chwilę odetchnął – Brent skorygował się do 105,63 USD. Ale 15-16 maja retoryka Trumpa i Araghchiego znów podniosła napięcie: „zero zaufania”, „cierpliwość się kończy”, „Iran nie może zdobyć broni jądrowej”. Szczyt USA-Chiny w Pekinie zakończył się bez konkretnego planu deeskalacji, jedynie ogólnym sformułowaniem o konieczności otwarcia cieśniny. Brent – znów powyżej 109 dolarów.
Za tymi datami kryje się prosty, ale otrzeźwiający fakt: według szacunków Energy Transitions Commission, z powodu zamknięcia Ormuzu zakłócone zostały przepływy 18,4 mln baryłek ropy dziennie i 110 mld m3 LNG rocznie. To największy jednorazowy szok podażowy w historii – prawie dwukrotnie większy niż szczytowe straty podczas arabskiego embarga naftowego w 1973 roku.
Kto zyskuje, a kto traci
Zyskują producenci spoza Zatoki Perskiej. Amerykańskie firmy łupkowe – ExxonMobil, Chevron, ConocoPhillips – otrzymały nieoczekiwany dar losu: ich dyskonto do Brent praktycznie zniknęło, a wolumeny eksportowe biją rekordy. Zyskują norweski Equinor i brazylijski Petrobras. Zasadniczo każdy, kto wydobywa ropę nie przez Ormuz, uzyskuje teraz nadwyżkę w wysokości 20-25 dolarów na baryłce – to czysty geopolityczny transfer bogactwa, szacowany na około 360 mln dolarów dziennie.
Tracą gospodarki azjatyckie. Japonia, która przed konfliktem importowała przez Ormuz 95% ropy, zmuszona jest wysyłać premiera Takaichiego, by osobiście negocjował z Pezeszkianem przepływ poszczególnych tankowców. Cena azjatyckiego LNG wzrosła z 10-12 do 25 dolarów za milion BTU. Ursula von der Leyen szacuje dzienne straty Unii Europejskiej na prawie 500 mln euro. To niewidoczny gołym okiem, ale absolutnie realny koszt przedłużającego się kryzysu.
Tracą konsumenci paliw na całym świecie. W USA benzyna jest już tak droga, że według sondaży wojna z Iranem staje się toksycznym tematem dla republikanów przed wyborami śródokresowymi.
Czego media nie dopowiadają
Pierwszy nieoczywisty wgląd dotyczy mechanizmu „selektywnego przepuszczania” przez Ormuz. Iran de facto przekształcił cieśninę w narzędzie politycznego targu: chińskie i japońskie tankowce przepływają, ale nie za darmo. Eneos oficjalnie zaprzecza płaceniu „opłaty” Iranowi, jednak źródła handlowe w Dubaju przyznają, że Teheran pobiera „opłaty administracyjne” w wysokości 3-4 dolarów za baryłkę, które są przeprowadzane przez łańcuch podstawionych firm w Iraku i Pakistanie. Faktycznie jest to największy na świecie system nieformalnego opodatkowania przepływów energii, o którym milczą wszystkie rządy, ponieważ publiczne przyznanie oznaczałoby konieczność nałożenia sankcji na własnych sojuszników.
Drugi wgląd: QatarEnergy straciła już około 17% mocy skraplania gazu z powodu ataków rakietowych, a naprawa zajmie od trzech do pięciu lat, ale informacja ta jest celowo wyciszana, aby nie wywołać paniki na rynku spot LNG w Azji. Gdyby rzeczywista skala szkód stała się znana, azjatycki JKM natychmiast przebiłby 30 dolarów za milion BTU.
Trzecia kwestia dotyczy rynku ubezpieczeń. Najwięksi underwriterzy – Munich Re, Swiss Re, Lloyd's – prowadzą zamknięte negocjacje w sprawie utworzenia publiczno-prywatnego pulu do pokrycia ryzyk wojennych w Zatoce Perskiej, podobnego do tego, który powstał po atakach z 11 września dla lotnictwa. Jeśli ten pul nie zostanie utworzony do końca maja, około 40% floty tankowców pracującej na warunkach spotowych po prostu odmówi wpłynięcia do Zatoki. Cena Brent w tym scenariuszu natychmiast wzrośnie do około 125 dolarów.
Prognoza: kolejne 30 i 90 dni
Kolejne 30 dni (do 15 czerwca). Scenariusz bazowy: negocjacje USA-Iran za pośrednictwem Chin będą utykać. Trump potrzebuje zwycięstwa, ale nie za wszelką cenę – nie może pozwolić sobie na podpisanie umowy, która pozostawi Iranowi potencjał jądrowy. Iran ze swojej strony nie zrezygnuje z wzbogacania uranu, dopóki nie otrzyma gwarancji zniesienia sankcji i odszkodowań. To klasyczny impas, a Brent utrzyma się w przedziale 108-115 dolarów. Oczekuję, że do połowy czerwca zobaczymy test poziomu 112-113 dolarów przy kolejnej rundzie eskalacji.
Morgan Stanley ostrzega: jeśli Ormuz pozostanie zamknięty do czerwca, zapasy buforowe zaczną się wyczerpywać w zastraszającym tempie. MEA odnotowało już spadek światowej podaży o około 8 mln baryłek dziennie w marcu, a ta luka będzie się tylko powiększać.
Kolejne 90 dni (do połowy sierpnia). Tutaj rozwidlenie. Jeśli do lipca zostanie uzgodniony mechanizm częściowego otwarcia cieśniny – przynajmniej dla ładunków humanitarnych, żywności i ograniczonych wolumenów ropy – Brent skoryguje się do 95-100 dolarów, ale nie wróci do przedwojennych 70 dolarów, ponieważ „premia za ryzyko Ormuzu” stanie się stałym składnikiem ceny. Jeśli natomiast konflikt przeciągnie się w pełnej skali, cel 125-130 dolarów staje się realistyczny. Energy Transitions Commission już twierdzi, że obecny kryzys jest „największym w historii” pod względem skali zakłóceń dostaw i nie mam podstaw, by się z tym spierać.
Długoterminowy skutek tego kryzysu jest już przesądzony: przyspieszenie transformacji energetycznej. Ten sam raport ETC prognozuje, że do 2035 roku czyste technologie energetyczne mogą wyprzeć ponad 20% światowego popytu na ropę i gaz – dokładnie tyle, ile obecnie przepływa przez Ormuz. Innymi słowy, Iran, wbrew własnej woli, staje się głównym motorem dekarbonizacji światowej gospodarki.
— Editorial Team