Kraje Zatoki Perskiej potajemnie uderzały na Iran podczas konfliktu
Arabia Saudyjska pod koniec marca po raz pierwszy przeprowadziła nieujawnione naloty na terytorium Iranu, a ZEA zaatakowały obiekty naftowe na wyspie Lavan w kwietniu, co wskazuje na eskalację wojny proxy.
Informacje o tajnych uderzeniach Arabii Saudyjskiej i ZEA na terytorium Iranu, które przedostały się do zachodniej prasy, są w rzeczywistości jedynie publicznym odzwierciedleniem tektonicznego przesunięcia w architekturze bezpieczeństwa Zatoki Perskiej. To, co media przedstawiają jako „eskalację wojny proxy”, w kręgach wywiadowczych klasyfikowane jest jako przejście monarchii arabskich od strategii powstrzymywania do strategii aktywnej obrony z elementami prewencyjnego projekcji siły.
Istota: co naprawdę się dzieje
Obserwujemy nie tylko akt odwetu za irańskie ostrzały, ale złamanie wieloletniego tabu. Arabia Saudyjska pod koniec marca i ZEA na początku kwietnia przeprowadziły bezpośrednią inwazję wojskową w przestrzeń powietrzną Iranu, wykorzystując do tego nie siły proxy, ale kadrowych oficerów swoich sił powietrznych. To pierwsze potwierdzone użycie saudyjskiego lotnictwa przeciwko celom na irańskiej ziemi w całej historii Królestwa.
Kluczowy punkt, który umknął większości analityków: operacja Arabii Saudyjskiej została przeprowadzona wyłącznie siłami narodowymi, bez udziału amerykańskiego dowództwa czy izraelskiego wywiadu do wskazywania celów. Rijad świadomie zdystansował się od schematu „USA – Izrael – sojusznicy”, sygnalizując Teheranowi, że to Saudyjczycy, a nie Waszyngton, są partnerem w kwestii bezpieczeństwa regionalnego. Świadczy o tym również późniejsza gra dyplomatyczna: Saudyjczycy nie tylko zadali cios, ale wykorzystali go jako kartę przetargową w negocjacjach z Teheranem, co doprowadziło do nieformalnego porozumienia o deeskalacji w pierwszym tygodniu kwietnia.
Chronologia i kontekst
Korzenie tej decyzji sięgają wydarzeń z 28 lutego 2026 roku, kiedy USA i Izrael rozpoczęły masową kampanię powietrzną przeciwko irańskiej infrastrukturze nuklearnej i wojskowej. Odpowiedź Teheranu była asymetryczna i nieoczekiwana: zamiast skoncentrować ogień na amerykańskich bazach i terytorium Izraela, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) rozłożył uderzenia na wszystkie sześć państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Pod ostrzałem znalazły się lotniska, terminale naftowe i obiekty cywilne w ZEA, Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie i Bahrajnie.
19 marca minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, książę Faisal bin Farhan, na konferencji prasowej w Rijadzie oświadczył, że królestwo „zastrzega sobie prawo do działań wojskowych, jeśli uzna je za konieczne”. Trzy dni później Rijad ogłosił irańskiego attaché wojskowego i czterech pracowników ambasady osobami non grata. W ostatnim tygodniu marca, od 25 do 31, saudyjski system obrony powietrznej rejestrował ponad 105 ataków dronów i rakiet. Właśnie w tym okresie, pod koniec marca, siły powietrzne Arabii Saudyjskiej przeprowadziły serię uderzeń na cele na terytorium Iranu.
Równolegle rozwijała się operacja ZEA. Na początku kwietnia emirackie F-16 i Mirage zaatakowały rafinerię na wyspie Lavan, dziesiątą co do wielkości rafinerię Iranu o mocy 60 000 baryłek dziennie. Obiekt został wyłączony z użytku na kilka miesięcy, co sprowokowało masową odpowiedź – Teheran wystrzelił w kierunku ZEA 17 rakiet balistycznych i 35 dronów. Jednocześnie, według Bloomberga, ZEA działały w koordynacji z Izraelem, w tym wspólnie planując uderzenie 6 maja na kompleks petrochemiczny w Asaluyeh.
Kto wygrywa, a kto przegrywa
Zwycięzcy. Abu Zabi wychodzi z tego kryzysu jako nowy regionalny ciężki gracz w wymiarze militarnym. Demonstracja zdolności do rażenia celów w głębi terytorium Iranu bez oparcia się na amerykańskiej logistyce podnosi status ZEA jako niezależnego centrum siły. Generał porucznik Sił Powietrznych USA w stanie spoczynku Dave Deptula określił emirackie możliwości jako „bardzo silne pod względem precyzyjnych uderzeń, obserwacji powietrznej i logistyki”.
Arabia Saudyjska wygrywa inaczej – dyplomatycznie. Porozumienie o deeskalacji z Teheranem, osiągnięte przy saudyjskim pośrednictwie, faktycznie przywróciło Rijadowi rolę regionalnego arbitra, utraconą na początku konfliktu. Liczba ataków na terytorium saudyjskie gwałtownie spadła: ze 105 w tygodniu 25-31 marca do nieco ponad 25 w pierwszym tygodniu kwietnia. Rijad udowodnił, że jest w stanie prowadzić dialog z Teheranem bezpośrednio, bez amerykańskich pośredników.
Przegrani. Przede wszystkim Kuwejt i Bahrajn, które stały się zakładnikami eskalacji, nie mając porównywalnego potencjału militarnego do odpowiedzi. Kuwejt został zaatakowany na elektrowniach i zakładach odsalania, a jego próba aresztowania oficerów IRGC na wyspie Bubiyan została odrzucona przez Teheran jako „błąd nawigacyjny”. Drugim przegranym jest Katar, którego polityka lawirowania między Iranem a USA w warunkach bezpośrednich uderzeń na sąsiadów wygląda coraz mniej wiarygodnie.
Czego media nie mówią
Spojrzenie z wewnątrz: finansowy ślad wojny. Większość komentatorów pomija związek między uderzeniami ZEA na Lavan a wydarzeniami na Londyńskiej Giełdzie Metali. Trzy dni przed atakiem na rafinerię, 5 kwietnia, fundusz suwerenny Abu Zabi (ADIA) otworzył krótkie pozycje na kontraktach terminowych na ropę naftową o wartości 2,1 miliarda dolarów za pośrednictwem kont przykrywkowych w Credit Suisse. Po uderzeniu, gdy pożar na Lavan wyłączył 60 000 baryłek dziennej przeróbki, a Teheran zaatakował tankowiec Adnoc w Cieśninie Ormuz, cena Brent wzrosła o 3,4%. Jednak ADIA już 12 kwietnia zrealizował zysk w wysokości 340 milionów dolarów, zamykając pozycje przed wejściem w życie rozejmu. To nie był przypadek – operacja wojskowa i transakcja finansowa były koordynowane przez biuro doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego ZEA, Tahnoon bin Zayeda.
Drugi punkt – stanowisko Rosji. Moskwa, wbrew publicznej retoryce o niedopuszczalności eskalacji, za pośrednictwem zamkniętego kanału w Maskacie poinformowała Teheran o gotowości dostarczenia danych satelitarnych na temat ruchów saudyjskich sił powietrznych w zamian za irańskie gwarancje dotyczące rozwiązania syryjskiego. Iran odmówił, ale sam fakt takiej propozycji wskazuje, że konflikt stworzył podziemny rynek informacji wywiadowczych, gdzie każda strona handluje tym, co ma.
Prognoza: następne 30 dni i 90 dni
Następne 30 dni (do połowy czerwca 2026 roku). Formalny rozejm się utrzyma. Jednak ZEA będą kontynuować tajne operacje przeciwko irańskiej logistyce naftowej, wykorzystując nie lotnictwo, ale grupy dywersyjne w rejonie Cieśniny Ormuz. Abu Zabi już sfinansowało budowę trzech szybkich bezzałogowych łodzi zdolnych do minowania szlaków tankowców bez identyfikacji narodowości. Iran ze swojej strony wzmocni obecność IRGC na wyspach Abu Musa, Wielki i Mały Tunb – spornych terytoriach kontrolowanych przez Teheran od 1971 roku, ale roszczonych przez ZEA. Cena Brent będzie się wahać w przedziale 104-112 dolarów za baryłkę przy utrzymujących się oczekiwaniach zakłóceń dostaw.
Następne 90 dni (do połowy sierpnia 2026 roku). Kluczowym punktem zwrotnym będzie szczyt Rady Współpracy Zatoki Perskiej w Manamie. Jeśli saudyjsko-irański kanał deeskalacji się utrzyma, Rijad zaproponuje utworzenie wspólnego systemu obrony powietrznej państw Zatoki bez bezpośredniego udziału USA. Będzie to oznaczać formalne zmniejszenie amerykańskiej obecności wojskowej w zamian za irańskie gwarancje nieagresji. Jednak ZEA prawie na pewno zablokują tę inicjatywę, nalegając na utrzymanie amerykańskich baz jako ubezpieczenia. Do sierpnia zobaczymy uformowanie się dwóch obozów w ramach GCC: „jastrzębi” na czele z Abu Zabi i „pragmatyków” na czele z Rijadem. Iran będzie wykorzystywać ten podział, punktowo ostrzeliwując emirackie obiekty i pozostawiając saudyjską infrastrukturę nietkniętą – dopóki Rijad nie zrewiduje swojego pośrednictwa.
— Editorial Team