W Goldman Sachs narasta bunt przeciwko bezterminowym rządom Powella
Członkowie Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej Bowman i Waller żądają ograniczenia kadencji tymczasowego prezesa do jednego miesiąca. W murach regulatora narasta rozłam pod presją Białego Domu
Bunt w marmurowym pałacu: jak dwóch nominatów Trumpa próbuje ściąć Powella w jeden miesiąc
Jerome Powell oficjalnie stracił fotel prezesa 15 maja – ale nie władzę. Rada Gubernatorów Fed natychmiast mianowała go pełniącym obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez Kevina Warsha. I natychmiast dwóch nominatów Trumpa – Michelle Bowman i Stephen Miran – wydało wspólne oświadczenie, żądając ograniczenia „tymczasowych” rządów Powella do jednego miesiąca. Licznik zaczął odliczać dni.
To nie spór proceduralny. To frontalny atak na architekturę władzy wewnątrz najbardziej zamkniętej instytucji Ameryki. Podczas gdy Warsh czeka na formalną przysięgę, Powell zachowuje dostęp do dźwigni polityki pieniężnej, a ludzie Trumpa chcą wyrwać mu je z rąk tak szybko, jak to możliwe.
Manewr z pełniącym obowiązki: uprzejme uduszenie
Formalnie wszystko wygląda rutynowo. Fed ogłosił, że mianowanie ustępującego prezesa tymczasowym szefem „jest zgodne z wcześniejszymi precedensami przy przekazywaniu władzy”. Żadnego przewrotu, tylko biurokratyczna gładkość.
Ale za fasadą kryje się zaciekły targ. Bowman, wiceprezes ds. nadzoru, i Miran zgodzili się na tymczasowe pozostanie Powella na stanowisku – ale pod twardym warunkiem: kadencja ma wynosić minimum tydzień i maksimum miesiąc. Jakiekolwiek przedłużenie będzie wymagać ponownego głosowania rady.
Dlaczego to ważne właśnie teraz? Ponieważ Warsha jeszcze nie ma w budynku. Senat zatwierdził jego kandydaturę 13 maja, ale przysięga jeszcze nie została złożona. Każdy dzień opóźnienia to dzień, w którym Powell nadal kieruje aparatem Fed, mając dostęp do wszystkich informacji, komitetów i, co kluczowe, do komunikacji z rynkami.
Bowman i Miran żądają, aby ten most był nie tylko tymczasowy, ale ściśle ograniczony. Chcą postawić stoper na biurku Powella. A gdy piasek się wysypie, rada będzie musiała zebrać się ponownie i zagłosować – imiennie, publicznie – za przedłużeniem jego uprawnień.
Mina prawna podłożona jeszcze w kwietniu
Konflikt nie wziął się znikąd. Powell sam podłożył tę minę – pod koniec kwietnia, kiedy ogłosił, że pozostanie członkiem Rady Gubernatorów po wygaśnięciu kadencji prezesa 15 maja. Jego mandat jako gubernatora obowiązuje do stycznia 2028 roku i odmówił odejścia.
To bezpośrednie zerwanie z niepisaną tradycją. Poprzedni prezesi – Bernanke, Yellen – opuszczali radę po przekazaniu władzy, aby nie tworzyć alternatywnego centrum wpływów. Powell postanowił inaczej. Publicznie tłumaczył to „bezprecedensowymi atakami prawnymi” na bank centralny ze strony Białego Domu – śledztwo Departamentu Sprawiedliwości w sprawie przekroczenia budżetu na remont budynków Fed nazwał narzędziem presji politycznej.
Decyzja Powella stworzyła nową matematykę w Radzie Gubernatorów. Gdyby odszedł całkowicie – Warsh zająłby jego miejsce, a Trump miałby większość: czterech lojalnych przeciwko trzem obrońcom niezależności. Powell został – i układ sił zamarł na poziomie cztery do trzech na korzyść zwolenników niezależności.
Jedyny wakat, przez który Warsh może wejść do rady – to fotel Mirana, którego pełna kadencja wygasła już w styczniu 2026 roku. Miran zajmuje miejsce Adriany Kugler, która zrezygnowała na kilka miesięcy przed formalnym wygaśnięciem mandatu – krążą plotki, że zasugerowano jej możliwość ścigania karnego. Teraz Warsh musi zająć właśnie to miejsce. Ale dopóki Senat nie zatwierdzi go jako zastępcy Mirana, nie może zostać członkiem rady – a zatem prezesem.
Trzy „gołębie” i prezydencka pałka
Ten konflikt ma prehistorię, która zaczęła się nie w maju, ale jesienią 2025 roku. Wtedy w FOMC uformowało się stabilne skrzydło trzech osób gotowych głosować za obniżką stóp na prawie każdym posiedzeniu: Christopher Waller, Michelle Bowman i Stephen Miran. Wszystkich trzech wprowadził do komitetu Trump.
Ich głosy nie wystarczą do większości w 12-osobowym komitecie ds. stóp – oprócz siedmiu członków rady głosuje tam czterech prezesów banków regionalnych, którzy nie są mianowani przez prezydenta i zwykle nie ulegają Białemu Domowi. Ale w Radzie Gubernatorów układ sił ma długoterminowe znaczenie: poprzez politykę kadrową, nominacje do komitetów i kontrolę nad agendą można latami zmieniać kurs Fed.
Trump nie ukrywa celów. Potrzebuje stopy około 2% – to połowa obecnego przedziału 3,5–3,75%, który Fed utrzymał na kwietniowym posiedzeniu. Powell odmówił przyspieszenia. Co więcej, jego ostatnia decyzja jako prezesa – utrzymanie stóp bez zmian – została zaostrzona retorycznie. Oświadczenie stało się „bardziej jastrzębie”, a na konferencji prasowej Powell wprost powiedział, że władza wykonawcza podważa niezależność banku centralnego.
Reakcja Białego Domu była natychmiastowa. Śledztwo Departamentu Sprawiedliwości w sprawie remontu budynków Fed – przekroczenie budżetu o około 700 milionów dolarów – stało się prawną pałką. Powell nazwał to atakiem na zdolność Fed do „ustalania stóp w oparciu o fakty i warunki ekonomiczne, a nie presję polityczną”. Ale nie wycofał się. Wręcz przeciwnie – okopał się w Radzie Gubernatorów do 2028 roku.
Rynek między dwoma ogniami
Rynek akcji nienawidzi niepewności co do składu Fed. Inwestorzy już wliczają premię w długoterminowe obligacje skarbowe. Goldman Sachs w styczniu przesunął prognozę obniżek stóp – teraz oczekuje dwóch ruchów po 25 punktów bazowych w czerwcu i wrześniu zamiast marcowego początku.
Jan Hatzius, główny ekonomista banku, publicznie stwierdził, że śledztwo przeciwko Powellowi nie zmieni polityki pieniężnej: „Decyzje będą podejmowane w oparciu o zatrudnienie i inflację”. Ale rynek nie jest tak spokojny. Dolar słabnie, rentowności długich Treasuries rosną – klasyczny objaw strachu przed upolitycznieniem banku centralnego.
Brian Jacobsen z Annex Wealth Management ostrzegał już w styczniu, że Powell może zorganizować „siedzący strajk” w Radzie Gubernatorów, pozbawiając Trumpa możliwości mianowania dodatkowego członka. Teraz właśnie to się stało. A senator republikański Tom Tillis zagroził blokowaniem zatwierdzania jakichkolwiek kandydatur do Fed do czasu zakończenia śledztwa.
Na tej niepewności zyskują dwie grupy. Pierwsza – posiadacze krótkoterminowych Treasuries, otrzymujący wyższą rentowność, dopóki stopa pozostaje powyżej 3,5%. Druga – Kevin Warsh, który wchodzi do gry nie jako „gołąb Trumpa”, ale jako centrysta z własną agendą. Opowiada się za obniżką stóp, ale jednocześnie promuje redukcję bilansu Fed – czyli jest gotów zaostrzać politykę pieniężną innym kanałem.
Przegrywają posiadacze akcji spółek wrażliwych na stopy – zwłaszcza w sektorze technologicznym. Jeśli konflikt się przedłuży, niepewność co do kierownictwa Fed stanie się samodzielnym czynnikiem hamującym rynek. UBS już ostrzega, że obawy o niezależność banku centralnego mogą przesunąć politykę w bardziej jastrzębią stronę – ironiczny zwrot dla Trumpa, który domaga się obniżek.
Cztery tygodnie, które określą kurs dolara
Stawki są niezwykle konkretne. Powell siedzi na fotelu pełniącego obowiązki. Bowman i Miran trzymają stoper. Warsh czeka na przysięgę. I wszyscy wiedzą: następne 30 dni określi, czy w Fed utrzyma się równowaga sił między nominatami prezydenta a obrońcami niezależności.
Jeśli Bowman i Miran przeforsują miesięczny limit – Powell opuści stanowisko p.o. do połowy czerwca, Warsh wejdzie do rady i zacznie budować kontrolę nad agendą. Jeśli rada zagłosuje za przedłużeniem – Powell pozostanie u steru na czas nieokreślony, a Warsh okaże się prezesem bez pełnej kontroli nad Radą Gubernatorów. Rozdwojenie władzy w Fed stanie się chroniczne.
Trump tymczasem nadal naciska przez Mirana – jedynego członka FOMC, który głosował za obniżką stóp na każdym z ostatnich posiedzeń. Ale mandat Mirana wygasł, a Senat nie zatwierdzi go na pełną kadencję. Jest „kulawą kaczką” z kończącym się kalendarzem. Każdy dzień do zatwierdzenia Warsha jako jego zastępcy to dzień, w którym Trump traci głos w komitecie.
Najtwardszy scenariusz: Powell pozostaje w radzie do 2028 roku, Warsh przewodniczy, ale musi targować się o każdą decyzję z blokiem czterech gubernatorów nielojalnych Białemu Domowi. FOMC rozpada się na frakcje. Komunikacja z rynkiem staje się sprzeczna. Dolar otrzymuje chroniczną „premię za chaos” – a Trump dostaje dokładnie odwrotność tego, co chciał osiągnąć: stopy nie spadają, bo nikt nie chce wyglądać na politycznie umotywowanego.
Ironia tego maja jest prosta. Prezydent przez lata próbował ugiąć Fed pod siebie. Ale człowiek, którego sam mianował w 2018 roku, zbudował taki system obrony, że nawet odchodząc z fotela prezesa, pozostał w budynku. I teraz dwóch nominatów Trumpa próbuje wystawić go za drzwi ze stoperem w rękach. Gdy licznik dojdzie do zera, dowiemy się, kto tak naprawdę rządzi dolarem.
— Editorial Team